poniedziałek, 3 czerwca 2013

pochrzeście

Weekend minął raz dwa. W czwartek wieczorem przybyła rodzinka i już w piątek rano zameldowali się u mnie w mieszkanku. Obgadaliśmy po trochu wszystko co było na pierwszy rzut do obgadania i wyruszyliśmy w miasto. Naspacerowaliśmy się porządnie, w drodze powrotnej wykazałam się tubylczymi zdolnościami lingwistycznymi zamawiając frytki i inne smaczności na wynos.Ha!
Miło spędziliśmy wszyscy razem dzień a wieczorem braliśmy udział w nie lada atrakcjach.
Fruś Z. jeździła z tatą na zderzających autkach, ja z Kartoflem pobujałyśmy się na super karuzeli, doktor L. strzelał do metalowych kaczek a na koniec jeszcze udało mi się wyciągnąć super słodkiego pluszowego misia z automatu.

W sobotę zebraliśmy się wszyscy razem u nas w mieszkaniu aby wczesnym popołudniem iść ochrzcić Plujka. Wszystko wyszło cudownie. Chrzestni spisali się na medal, zresztą nie gorzej niż Plujek który zdążył się w trakcie naszej małej ceremonii na 9 osób posilić i wypróżnić.
Po chrzcie pojechaliśmy do świetnej naleśnikarni i pożarliśmy wszystko. Pożegnaliśmy się.

Niestety w niedzielę wcześnie rano rodzinka musiała wyjechać.

Dzisiaj miałam strasznie leniwy dzień. Jedyne za co się porządnie zabrałam to jeden projekt, ale to tylko na razie początki. Jutro (mam nadzieję) będę go rozwijać dalej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz